"Rocky Horror Picture Show" to jeden z tych filmów, które z biegiem lat ukształtowały swoją pozycję jako klasyki filmu kultowego. To dzieło reżyserii Jima Sharmana to niezwykłe połączenie komedii, horroru i musicalu, którego fabuła osadzona jest w surrealistycznych realiach tajemniczego zamku zamieszkiwanego przez doktora Frank-N-Furtera - niezwykłą postać kosmicznego transwestyty z planetą Transylwania w tle.
Historię zaczynamy od podróży młodej, zaręczonej pary - Brada Majorsa (Barry Bostwick) i Janet Weiss (Susan Sarandon), którzy utknęli na odludziu wskutek awarii samochodu. Szukając pomocy, trafiają na niecodzienny a zarazem przerażający zamek, który skrywa więcej tajemnic, niż para mogła się spodziewać. Właścicielem tego pełnego ekscentryzmu przybytku jest enigmatyczny doktor Frank-N-Furter (wspaniale zagrany przez Tima Curry'ego), który pracuje nad swoją karkołomną kreacją - idealnym kochankiem, Rocky'm Horrorem (w tej roli Peter Hinwood).
Janet i Brad wplątują się w kalejdoskop dziwacznych wydarzeń, pełnych śpiewu, tańca i erotyki. Frank-N-Furter nie kryje swojego zainteresowania nimi obojga, uwodząc ich i wciągając w swoje zakręcone, miejscami mroczne intrygi. Spotykają również całą galerię ekscentrycznych postaci, w tym Riff Raffa, Magentę oraz Columbię, którzy również odgrywają swoje role w tej groteskowej opowieści.
Film nie tylko fascynuje widzów nietuzinkowym scenariuszem, ale także przebojową ścieżką dźwiękową. To właśnie dzięki niej produkcja zdobyła wiernych fanów, którzy od lat biorą udział w specjalnych pokazach, podczas których film jest odgrywany na żywo przez widownię.
Chociaż nie każdemu może odpowiadać ta mieszanka stylistyczna, a i niektóre efekty mogą wydawać się już nieco przestarzałe, to nie sposób zaprzeczyć magnetyzmowi "Rocky Horror Picture Show". Film ten, z oceną 7 i pokaźną bazą fanów, udowadnia, że czasami to, co dziwne i niekonwencjonalne, potrafi przemówić do wielu ludzi swoją unikalną, magnetyczną siłą opowieści.