Guillermo del Toro, znany ze swojego unikalnego i barokowego stylu reżyserii, ponownie staje na czele produkcji filmowej zanurzonej w klimacie grozy. W horrorze „Frankenstein” z 2025 roku, dostarczonym przez platformę Netflix, reżyser sięga do klasycznego materiału literackiego, tym razem kładąc silny nacisk na emocjonalne i etyczne aspekty opowieści.
Głównym bohaterem tej produkcji jest Viktor Frankenstein, portretowany jako genialny, ale zarazem egocentryczny naukowiec. Już od samego początku napięcie wzrasta, gdy Viktor angażuje się w kontrowersyjny eksperyment mający na celu ożywienie martwej materii. Del Toro, jak to ma w swoim zwyczaju, skupia się nie tylko na horrorze i estetyce grozy, ale także na psychologicznych oraz moralnych dylematach bohatera.
Ożywienie potwora, zrodzonego z ambicji Viktora, prowadzi do serii dramatycznych wydarzeń, które poruszają tematy związane z granicami nauki i poszukiwaniem ludzkiej tożsamości. Kreacja stworzenia na pewno przyciąga uwagę zarówno poprzez swoją fizyczną obecność, jak i filozoficzne rozterki, jakie niesie. Del Toro mistrzowsko balansuje między klasycznym gotyckim horrorem a współczesnym podejściem do opowieści o ludzkiej naturze i naszej nieustającej walce z samymi sobą.
Warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki film oddaje atmosferę izolacji i obcości, z którymi mierzy się zarówno Viktor, jak i jego potwór. Pomimo braku oceny i większej ilości informacji zwrotnych od widzów, film z pewnością może być uznany za jedną z bardziej ambitnych prób reimaginacji znanej wszystkim historii o Frankensteine. Oczywiście, jak to bywa z adaptacjami klasyki, wywołuje zapewne mieszane uczucia – jednych zachwyca nowatorskim podejściem i estetyką, innych może rozczarować zbytnia wolność w interpretacji znanej opowieści. W każdym razie, trudno odmówić produkcji siły oddziaływania, a pod względem artystycznym jest to kolejny dowód na to, że del Toro potrafi kreować niezwykle wyrafinowane i sugestywne światy filmowe.