"The Last Showgirl" przenosi widza do neonowego blasku Las Vegas, miejsca, w którym scena jest zarówno przystanią, jak i pułapką dla wielu artystów. W centrum akcji znajduje się Shelley, grana przez Pamelę Anderson. Jest to kobieta, która przez 30 lat królowała w świecie rozbieranej rewii, a jej występy były niczym hołd dla klasycznej francuskiej burleski. Shelley, zaawansowana w swoim fachu, staje się perfekcjonistką, która traktuje taniec nie tylko jako pracę, ale jako formę wyrazu artystycznego.
Film pokazuje brutalną rzeczywistość życia artysty, którego los często leży w rękach zimnych kalkulacji producentów i zmieniających się gustów publiczności. Shelley, będąc na szczycie przez dekady, nagle traci swoje miejsce na scenie, które staje się dostępne dla młodszego pokolenia tancerek. Dylemat, przed którym staje, nie jest jedynie zawodowy; jest to dekonstrukcja jej całej tożsamości i życia zbudowanego wokół sceny.
Gia Coppola, mistrzyni kameralnych dramatów, z delikatnością portretuje Shelley, ukazując nie tylko straty, jakie ponosi jako tancerka, ale także jako kobieta starająca się odnaleźć swoją nową drogę w świecie, który czasem bezlitośnie zdmuchuje światełko kariery. Film z pewnością mogło zyskać na większym zróżnicowaniu emocjonalnym i głębszym rozwinięciu drugoplanowych postaci, które czasem wydają się jedynie tłem dla osobistego dramatu bohaterki.
Pomimo pewnych niedociągnięć w fabule, "The Last Showgirl" jest znaczącym komentarzem na temat przemijania i walki o zachowanie godności w świecie, który szybko zapomina o swoich dawnych bohaterach. Coppola z dużym wyczuciem opowiada tę historię, w której widz ma szansę zobaczyć zarówno blaski, jak i cienie show-biznesu.