"Zanim się pojawiłeś" to emocjonalny melodramat, który z powodzeniem łączy w sobie humor i tragizm, przynosząc widzowi łzy wzruszenia i momenty refleksji. Film opowiada historię Lou Clark, granej przez znaną z "Gry o Tron" Emilię Clarke, młodej, energicznej kobiety z małego angielskiego miasteczka. Louisa, której życie dotychczas składało się z pracy w lokalnej kawiarni, staje przed nowym, trudnym wyzwaniem jako opiekunka Willa Traynora, w którego wciela się Sam Claflin.
Skazany na wózek inwalidzki po tragicznym wypadku motocyklowym, Will był niegdyś dynamicznym i ambitnym bankierem. Teraźniejszość rzuca go jednak w ciemność depresji i rezygnacji. Jego cynizm i brak wiary w szczęście kontrastują z jasnym i pełnym nadziei podejściem Lou. To właśnie za pomocą jej optymizmu i energii matka Willa ma nadzieję, że uda się zmienić zrezygnowane nastawienie syna.
Podczas trwania filmu obserwujemy, jak między Louisą a Willem rozwija się skomplikowana więź, która wykracza poza zwykłą relację opiekunki i podopiecznego. Louisa, stając twarzą w twarz z surową rzeczywistością Willa, której końcem miała być samodzielna decyzja mężczyzny o eutanazji w Szwajcarii, podejmuje próbę przekonania go, że mimo wszystko warto żyć.
Reżyserią filmu zajął się Thea Sharrock, która w swoim debiucie fabularnym umiejętnie balansuje pomiędzy przedstawieniem ciężkiego tematu a dostarczeniem widzom odrobiny humoru i ciepła poprzez sympatyczną postać Lou. Opracowanie scenariusza, oparte na książce Jojo Moyes, z precyzją oddaje emocjonalne napięcie i nieuchronność losów bohaterów, ale momentami wydaje się iść w stronę melodramatycznych klisz.
Film jest świetnym wyborem dla tych, którzy poszukują poruszających historii o miłości, utracie i nadziei. Jednakże, sam wątek eutanazji, będący centralnym punktem fabuły, nie każdemu przypadnie do gustu i z pewnością będzie zmuszał do przemyśleń. "Zanim się pojawiłeś" nie jest klasycznym hollywoodzkim love story, ale raczej głęboką refleksją nad życiowymi wyborami i ciężarem, jaki niosą.