"Moi smutni zmarli" to mroczny horror, który rozgrywa się na pograniczu rzeczywistości i świata zjaw, w reżyserii Pablo Larraína, znanego z wysokiej klasy filmowego rzemiosła. Miniserial jest adaptacją opowiadań uznanej autorki Mariany Enriquez, co samo w sobie jest już gwarancją znakomitego storytellingu.
Główną bohaterką jest 60-letnia lekarka Ema, obdarzona przerażającym darem widzenia zmarłych. Śmierć jej matki i niespodziewane pojawienie się siostrzenicy, Julie, która dzieli z Emą ten niezwykły talent, inicjuje serię niepokojących wydarzeń. Julie okazuje się być katalizatorem zdarzeń, które nie tylko wpływają na życie Emy, ale także na całą społeczność. Mieszkańcy sąsiedztwa zaczynają odczuwać dziwną, niewidoczną obecność, która wymusza na nich konfrontację z duchami przeszłości.
Narracja skupia się na relacji Emy z Julie, która wywołuje falę niechcianych wspomnień, skrywanych win i rodzinnych tajemnic. To, co z początku wygląda jak dar, który można wykorzystać do obcowania z innym wymiarem, szybko zamienia się w źródło zagrożenia i niepokoju. Ema zmaga się z próbą zrozumienia ogromu daru, którym została obdarzona Julie, a także z dylematem, jak pomóc jej oraz innym zrozumieć i znieść ciężar przeszłości, który powraca z niepokojącą siłą.
Miniserial, mimo intrygującej fabuły i solidnego warsztatu reżyserskiego, spotkał się z mieszanym odbiorem, co można zauważyć po stosunkowo niskiej ocenie wynoszącej 5 na 10 punktów, przyznanej przez ograniczoną jeszcze liczbę widzów. Być może historia, choć pełna potencjału, nie w pełni wykorzystała swoje możliwości dramatyczne, a napięcie nie zawsze trzyma widza na krawędzi fotela. Jednak dla miłośników horroru oraz złożonych opowieści o rodzinnych sekretach i psychologicznych rozgrywkach, "Moi smutni zmarli" mogą być wyjątkowym doświadczeniem, wartym oglądania.